Dom katolickiej rodziny jest niczym gniazdo utkane z najczulszych starań matki i ojca, najbardziej przemyślanych decyzji rodzinnej strategii, w którym myśli się o przyszłości, obserwując uważnie własne dzieci. Zastanawia się nad ich predyspozycjami, możliwościami, talentami… Edukowanie dzieci w domach rodzinnych w Polsce przez cale stulecia było najbardziej naturalnym, oczywistym i najskuteczniejszym sposobem przekazywania wiedzy, gwarancją dobrego wychowania. Nie budziło sensacji — tak jak ma to miejsce dziś, ani podejrzeń („o co tym rodzicom chodzi, co im się nie podoba?”). Rodzice nie dawali sobie jeszcze wmówić, że istnieją osoby z definicji bardziej niż oni sami odpowiedzialne za rozwój ich dzieci. Nie zbijano ich z tropu pseudonaukowymi mądrościami i nie demoralizowano sloganami typu: „będzie się lepiej rozwijało”, „w domu same nudy”, „wy, rodzice, nie macie o pedagogice zielonego pojęcia” itp. Ani też nie wbijano im do głowy maksymy, że „wychować na dobrego obywatela” (dziś: na „wzorowego konsumenta”, ,„idealny trybik w maszynie”) może tylko szkoła państwowa, a ich, rodziców, obowiązkiem jest słuchać i nie dyskutować.
Jak więc wyglądało wychowanie dzieci i młodzieży, pod czujnym okiem rodziców, w tym najodpowiedniejszym i jedynym miejscu formowania dojrzałych charakterów i pełnych osobowości, jakim jest dom rodzinny?